Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

4.05.2013

My London.

Trafalgar Square
 
 
Wyjazd do Londynu był niespodziewany i spontaniczny. Z początku nie byłam przekonana do tego miast,ale po kilku dniach spędzonych na miejscu diametralnie zmieniłam zdanie.

Widok na Millenium Bridge z Tate Modern Museum.
 

Londyn łączy w sobie wszystko, co kocham, czyli nowoczesność z tradycja oraz świetna organizacje i atrakcje. Miasto jest maksymalnie nastawione na turystykę nie tracąc przy tym swojej naturalności.
Mieszanka kultur jest tam bardzo widoczna. Szczególnie na ulicach, gdzie rożne narodowości mieszają się z rozmaitymi aromatami. W zasadzie coś takiego jak kuchnie angielska tam nie istnieje, za to dominuje chinszczyzna. Tradycyjne fish&chips ustępują miejsca wontonom i i makaronowi udon.



Tower Bridge


Tower of London

Piccadilly Circus

Buckingham Palace

Westminster Abbey

London Eye

The Houses of Parliament

Big Ben Tower


Oczywiście na jedzenie nie poświęciłam całego wyjazdu. Na liście moich "podbojów" znalazły się m.in. Saint Paul's Cathedral, Westminster Abbey, Tower of London, Tate Modern Museum, Tower Bridge, The Houses of Parliament, Big Ben, London Eye, National Gallery, Piccadilly Circus oraz Madam Tussaud's Musem. Było bardzo intensywnie, ale było warto. Do domu przywiozłam masę zdjęć i cudownych wspomnień. Mamo, Tato, dziękuje Wam bardzo!

22.02.2013

New York, I miss you...


Widok na Empire State Building z Top of the Rock

Ach, co odkrywczego mogę powiedzieć o tym mieście? Że to zdecydowanie jedyne takie miejsce na ziemi i żadne zdjęcia nie są w stanie oddac tego niepowtarzalnego klimatu. Po prostu trzeba tam pojechać, a na pewno każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.



Nie była to moja pierwsza podróż do NY, więc odpuściłam sobie zwiedzanie najbardziej znanych i obleganych miejsc. Tym razem chciałam przejść się po dzielnicach, które działają trochę na zasadzie autonomii- miasto w dzielnicy. Były to Chinatown, Little Italy, SoHo i Greenwichvillage. Nie trzeba było patrzeć na nazwy ulic, bo po wyglądzie ludzi, którzy się tam znajdowali można było okreslic, gdzie byliśmy.

Tak zaczyna się Chinatown.
Targ rybny w Chinatown.

Brooklyn Bridge


 
Little Italy



Greenwich Village.




Kolejny dzień poświęciłyśmy na zwiedzanie Museum of Modern Art, które jest zdecydowanie jednym z najlepiej zaopatrzonych muzeów na świecie. Prostota przekazu i formy była tam zaskakująca.

Wiedzieliście, że słynny obraz Andy'ego Warhola w rzeczywistości wygląda tak mało okazale?


 

Następnie udałyśmy się w stronę Rockefeller Centre, gdzie wjechałyśmy na prawie 80(!) piętro- na taras widokowy Top of the Rock, z którego rozprzestrzenia się piękny widok na cały Manhattan, a w szczególności na Empire State Building i Central Park.


Kiedy już zaczęło się ściemniac musiałyśmy się udac na Times Square, bo najlepszy widok jest tam, kiedy wszystkie światła zaczynają działac.






No i oczywiście nie mogło się obyc bez małych zakupów.


I tak wyglądała moja krótka wycieczka do mojego ukochanego Nowego Jorku. Wyjazd był genialny, mimo że czasu na zwiedzanie nie było za dużo. Pogoda dopisywała, a mieszkańcy jak zwykle wykazywali się życzliwością i optymizmem. Już chce mi się tam wrócić:)


P.S. A jutro zapraszam po przepis na nowojorskie bajgle.

28.08.2012

Francja kulinarnie



Kremowe sery, chrupiące i świeże bagietki, pyszne oliwki, pierwsze w życiu mule i najlepsze lody pistacjowe- tak w pigułce mogę opisać kwintesencję regionalnej kuchni prowansalskiej. Ale jedzenie we Francji to nie jest obowiązek- tylko przyjemność, a wręcz rytuał.
Panuje tam określony styl życia: rano drobne śniadanie (czyt. kawa i ewentualnie słodka bułka), od godziny 12 do 15 obiad, na który składa się najczęściej duża kanapka typu pannini lub sałatka. A od 19 zaczyna się maraton. W restauracjach zaczyna byc gwarno i tłoczno. W obiegu znajdują się makarony, sałaty, pizze i mule. A na deser piekielnie mocne espresso. No i oczywiście wino. Dużo wina:-)



Moja sałata nicqoise.

Les mules provancales.

 Linguine avec fruit du mer.

 
Ja zajadałam się mulami i przepysznymi lodami, które można było znaleźć wszędzie. Najlepsze jadłam w Antibes- prawdziwe pistacjowe z całymi kawałkami orzechów. Niebo...


 
Dzień przed wyjazdem udaliśmy się jeszcze na targ prowansalski, na którym... no cóż, mówiąc kolokwialnie straciłam głowę:-) W życiu nie widziałam takiej ilości przypraw i oliwek, co tam! Były też owoce, warzywa, sałaty, grzyby, sery i szynki, jednak w niczym nie przypominało to naszych targów.
To są tylko rodzaje soli!

 






Niektóre sklepiki miały piękny wystrój.



 
Musiałam też spróbowac tradycyjnych crepes.


No i oczywiście nie mogło się obyc bez zakupów do domu:-) Więc moim łupem padły m.in. miód lawendowy, krem kasztanowy, gofry belgijskie, suszona lawenda, kwiaty róż, zioła prowansalskie i prawdziwe maślane herbatniki.


I to by było na tyle z mojej wycieczki i dobrze, że zdjęcia mi pozostały, bo większość smakołyków niestety już nie ma...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...